W niedzielę planowałam poszwędać się z aparatem po mieście. No dobra, to nieprawda. Kot mi zaplanował. Wredne futro zorganizowało mi pobudkę o 7 rano. Nic nie widać – oceniłam sytuację pogodowo-plenerową wyglądając przez okno, złapałam jednak za aparat i wyszłam z domu. Schodząc w dół Bernardyńską i patrząc na kontury wyłaniającej się z mgły w oddali Wieży Trynitarskiej, już wiedziałam że ten plener będzie magiczny. Przecięłam Bernardyńską i zeszłam Żmigrodem w stronę Królewskiej. Miasto widmo – na ulicach nie było żywego ducha. Tak wygląda Lublin gdy śpicie.
























Ghost town… wszyscy już do Anglii, czy Norwegii nawiali?
Raczej śpią po sobotnich balach…